Jeden z hiszpańskich składów został bowiem uszkodzony przez wandala, który rzucił kamieniem w okno, tłukąc szybę. Jednocześnie w przypadku kolejnego zestawu okazało się, że nie został on należycie przygotowany do eksploatacja. Jak przyznał w wypowiedzi dla portalu Zdopravy.cz rzecznik prasowy spółki Emil Sedlařík, konieczne jest m.in. rozwiązanie problemów z klimatyzatorami. Debiut Leo Express na nowych relacjach w dniu 30 kwietnia, kiedy wszystkie składy były jeszcze w użyciu, potwierdził jednak strukturalne problemy przewoźnika, wynikające z przyjętego modelu operacyjnego, który polega na maksymalnym wykorzystywaniu zasobów taborowych – wręcz do granic możliwości. Tak samo jak ma to miejsce w przypadku Flirtów, także Talgo z Vectronami zostały zaobiegowane z bardzo krótkimi czasami na przejście na stacjach zwrotnych.
Taki model operacyjny czysto teoretycznie może być bardzo efektywny – przy bardzo wysokiej dostępności taboru i braku utrudnień w ruchu. W praktyce przy tak pomyślanym obiegowaniu składów jedno większe opóźnienie powoduje efekt domina w postaci opóźnień kolejnych pociągów przez resztę dnia. Warto dodać, że pierwszego dnia jeden z pociągów z Preszowa do Pragi musiał nieplanowo zatrzymać się na… godzinne tankowanie olejem napędowym. Jak się okazuje, zestawy Talgo VI nie są zasilane z lokomotyw elektrycznych, lecz z własnych dieslowskich agregatów prądotwórczych. W hiszpańskich składach w pierwszych dniach eksploatacji dochodziło także do licznych usterek, np. związanych z drzwiami wejściowymi oraz szczelnością przejść międzywagonowych – te ostatnie przełożyły się na podwyższony poziom hałasu. Z drugiej strony pasażerowie chwalą w komentarzach komfortowe fotele z większymi odstępami niż ma to miejsce w przypadku Flirtów.




