Analizy Pasażer

RegioJet w Polsce. Co poszło nie tak?

Ciekawy koncept, gorzej z realizacją

Wszystko wskazywało na to, że o grudniowym blamażu można było powiedzieć „złe dobrego początki”, a nie „początek końca”. Spółka przekonywała, że zapewni polskim pasażerom czasy przejazdu na poziomie pociągów Pendolino przy dużo korzystniejszych cenach, oferując przy tym posiłki i napoje w niezwykle atrakcyjnych cenach – podobnie jak w Czechach. Dodatkowo pasażerom w każdej z czterech klas, tj. Low Cost, Standard, Relax i Business, oferowana jest woda w cenie biletu, a w trzech ostatnich także darmowa kawa. Posiłki i napoje w klasie Low Cost oraz w nowych rumuńskich wagonach bezprzedziałowych Astra, czyli w klasie Standard, można przy tym zamawiać tylko przez aplikację mobilną. Pasażerowie podróżujący w klasach Relax i Business oraz w wagonach przedziałowych klasy Standard są natomiast obsługiwani przez stewardów.

Mogłoby się wydawać, że model biznesowy RegioJeta idealnie wpisze się w oczekiwania polskiego klienta, który z reguły nie lubi przepłacać, za to chętnie poszukuje ofert z korzystnym stosunkiem ceny do jakości. Pasażerów miały także przyciągnąć odgrzewane posiłki, suche przekąski oraz odmrażane ciasta w wyjątkowo niskich cenach, w tym słynne serniki za 2 zł. W praktyce z realizacją usług gastronomicznych bywało, mówiąc eufemistycznie, bardzo różnie. Notoryczne „awarie ekspresu” powodowały, że często nie można było liczyć na jakikolwiek ciepły napój – nie tylko wspomnianą darmową kawę w trzech klasach. Z uwagi na problemy z zaopatrzeniem często nie było większości pozycji w menu. Co więcej, pasażerowie nie otrzymywali w takich sytuacjach żadnego zwrotu pieniędzy.

Rozczarowanie pasażerów mogło być tym większe, że zainteresowanie tanim jedzeniem w żółtych pociągach było zwykle bardzo duże. W tej sytuacji w pociągach kursujących w szczytach przewozowych, które cieszyły się dużą popularnością, stewardzi miewali spore problemy z realizacją zamówień. Było ich bowiem po prostu za mało. Choć RegioJet zakładał, że docelowo jeden steward będzie przypisany do każdego wagonu, w praktyce cały skład często obsługiwały dwie osoby. Pomimo zaangażowania załogi dochodziło nierzadko do sytuacji, w których zamówienie udawało się donieść ostatnim podróżnym tuż przed przyjazdem pociągu do stacji docelowej. W klasie Low Cost i wagonach bezprzedziałowych Astra sprzedaż posiłków i napojów w aplikacji mobilnej była często niedostępna przez mniej więcej połowę przejazdu.

Problemy z utrzymaniem taboru

Brak pełnej oferty gastronomicznej nie był jednak jedynym problemem RegioJeta w Polsce. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach kursowania notorycznie dochodziło do sytuacji, w których większość toalet w zaledwie 4-wagonowych składach — do tego tematu jeszcze wrócimy — była wyłączona z eksploatacji. Różnie bywało także z czystością oraz ogólnym stanem wykorzystywanych przez przewoźnika wagonów pasażerskich. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że ich zasadniczą część, z wyjątkiem wspomnianych wcześniej rumuńskich wagonów, stanowią wagony używane, sprowadzone z Austrii, Niemiec, Włoch i Szwajcarii oraz poddane lekkiemu liftingowi wnętrza. Pomimo wieku są one w większości przypadków bardzo wygodne. Można nawet zaryzykować tezę, że wygodniejsze niż jakiekolwiek nowe i zmodernizowane wagony PKP Intercity, znane ze szpitalnej kolorystyki wnętrza, niewygodnych foteli i ostrego, trupio bladego oświetlenia.

Trudno jednak o pozytywny odbiór komfortowych, dobrze wyciszonych wagonów w sytuacji, gdy wykładziny bywają brudne, a po otwarciu śmietniczek zamiast folii widzimy brud, zaś na panelach – liczne zadrapania. Problemy te dotyczyły zwłaszcza najbardziej wyeksploatowanych wagonów przedziałowych klasy Standard. W wielu składach czeskiego przewoźnika często nie działały także drzwi wejściowe do niektórych wagonów. Dziwi zatem fakt, że RegioJet przed wejściem na nowy rynek nie zdecydował się choćby na pobieżny lifting taboru. Widać również bardzo wyraźnie, jak mocno działalność utrudnia brak zaplecza utrzymaniowego. Spółka była wprawdzie zainteresowana przejęciem obiektu PKP Cargo na Targówku w Warszawie, jednak rozpoczęła działania w tym kierunku dopiero pod koniec ubiegłego roku i było jasne, że nawet w przypadku finalizacji transakcji jego dostosowanie do potrzeb przewoźnika pasażerskiego zajmie sporo czasu.

Dodatkowo do dziś w dokumentach taryfowych i menu w aplikacji mobilnej roi się od kuriozalnych błędów językowych, wynikających z tłumaczenia maszynowego bardzo niskiej jakości. Nazwa piwa Holba Šerák 11 Lehký ležák, czyli lekki lager, została przetłumaczona na język polski jako… „Holba Sherak 11 lekkich łóżek”. Z opisu taryfy na rynek polski możemy natomiast dowiedzieć się, że „kłamstwo = taryfa Łóżko Kobiety”. Takie praktyki z jednej strony mogą wzbudzać zrozumiałe rozbawienie, z drugiej zaś odbierają spółce powagę i wiarygodność. Czy tak kosztowne byłoby zatrudnienie tłumacza, który dokonałby choćby korekty treści przetłumaczonych przez słaby system tłumaczenia maszynowego? Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że w skali wszystkich kosztów operacyjnych ponoszonych przez RegioJet byłby to wręcz pomijalny, zupełnie nieodczuwalny wydatek.

Dodaj komentarz