Wywiady

Szukaliśmy własnej niszy na rynku

O specyfice napraw i czyszczenia toalet na polskiej kolei rozmawialiśmy z Maciejem Grobelskim z GG Technic.

Raport Kolejowy: GG Technic na rynku kolejowym nie wziął się z próżni. Powstanie firmy związane jest z Waszą długotrwałą obecnością na rynku?

Maciej Grobelski: GG Technic powołaliśmy do życia na początku 2009 roku. Obaj ze wspólnikiem jesteśmy byłymi pracownikami firmy PESA Bydgoszcz. Wspólnik kierował zakładem pasażerskim (naprawa, modernizacja i budowa pojazdów pasażerskich), a ja kierowałem zakładem lokomotyw i wagonów towarowych. Uznaliśmy, że czas rozpocząć samodzielną działalność kierując się chęcią kreowania naszych dalszych losów zawodowych. W PESie możliwości rozwoju zostały przez nas wyczerpane.

RK: Jakie były zatem początki firmy? Zapewne dużym ułatwieniem były Wasze wcześniejsze kontakty?

MG: Działalność rozpoczęliśmy korzystając z naszych dotychczasowych kontaktów w branży od handlu częściami zamiennymi do taboru kolejowego. Szybko okazało się, że rynek lokomotyw spalinowych, w którym czułem się mocny jest bardzo ograniczony i od razu zajęliśmy się dostawami części zamiennych do autobusów szynowych produkcji PESA Bydgoszcz. Z uwagi na dużą konkurencję w kraju, znaleźliśmy swoje miejsce na Litwie, Ukrainie a później także na Białorusi gdzie w eksploatacji jest łącznie kilkadziesiąt pojazdów.

RK: Dlaczego jednak decyzja o tak, nazwijmy to specyficznym, obszarze. Czy od początku wiedzieliście, że będą to toalety?

MG: Decyzja jak to zwykle bywa w biznesie była częściowo dziełem przypadku. Zaczęło się od zapytania ofertowego od PKP Intercity. Jako firma handlowa szukaliśmy od samego od początku własnej niszy do zagospodarowania. Jedyną metodą na znalezienie takiej niszy jest…szukanie.
Tylko znalezienie takiego niezagospodarowanego skrawka biznesu kolejowego (i każdego innego) daje możliwość stabilnego działania i rozwoju.

RK: Jakie modele trafiały do Was na początku? Jaki był ich stan i czy byliście na to przygotowani pod względem logistycznym?

MG: Pierwsze trafiły do nas toalety EVAC VT-H-611 oraz Semvac 16156 bardzo popularne w PKP Intercity. Pierwsze naprawy to była nauka wynikająca z konieczności zaprojektowania i wykonania w ciągu kilkunastu godzin stanowiska umożliwiającego sprawdzenie toalety, mycie w kuwetach plastikowych, kupowanie doraźne narzędzi, pożyczanie części zamiennych i montaż w garażu. Nie, nie byliśmy na to przygotowani. Zdecydowanie największy problem w tej działalności to utrzymanie niezbędnego zapasu części zamiennych potrzebnego do gotowości podjęcia naprawy każdego typu toalety. To do dzisiaj jest duże wyzwanie.

RK: Ważnym krokiem było wybudowanie swojej siedziby? Na ile było to pomocne w znajdywaniu kolejnych kontrahentów?

MG: Budowa własnego warsztatu, ze względu na ilość zlecanych napraw, było wręcz niezbędne.
Posiadanie takiego zaplecza umożliwiło nam także zdobycie autoryzacji EVAC i Semvac, a to z kolei pozwoliło dotrzeć do nowych klientów, dla których nierzadko wymogiem kluczowym było posiadanie autoryzacji. Wielokrotnie nasi odbiorcy dokonywali audytów posiadanego zaplecza technicznego dokonując w ten sposób weryfikacji naszych kompetencji. W obecnych czasach, gdy nawet moduł toalety posiada własny komputer, nie ma możliwości profesjonalnego serwisowania takich podzespołów bez odpowiedniego warsztatu, wyposażenia i wiedzy.
Dziś nie mamy się czego wstydzić przed naszymi partnerami z Niemiec czy Danii pokazując, że warunki w jakich prowadzimy naszą działalność nie odbiegają niczym od tych, które możemy spotkać u nich w niektórych aspektach znacznie je przewyższają.

RK: Wydaje się, że w Waszej działalności istotne jest postawienie na innowacyjność. Czym możecie się pochwalić w tym zakresie?

Czytaj dalej >